4 miesiące temu miałam bardzo zniszczone włosy.  Sterczały na boki, puszyły się i robiły na mojej głowie absolutny anty-artystyczny nieład. Czułam się fatalnie. Zawzięłam się jednak i w kilka tygodni osiągnęłam to, co wcześniej wydawało mi się niemożliwe. Dlatego dziś dzielę się z Wami – jak uratować zniszczone włosy.

jak uratować zniszczone włosy

Nieraz słyszę opinie, że mam szczęście, że posiadam długie i gęste włosy. Aktualny wygląd zawdzięczam kilku zabiegom, dzięki którym odratowałam moje włosy. Dzięki nim, są takie, o jakich od dawna marzyłam. Moja aktualna pielęgnacja jest dla mnie zupełnie już naturalna i nie zabiera mi zbyt dużo czasu, jednak dzięki regularności i minimum wiedzy o tym, co moje włosy lubią osiągnęłam efekt, który do niedawna był jedynie w sferze marzeń.

4 miesiące temu nie byłam dumna z tego, co mam na głowie. Wstydziłam się ich do tego stopnia, że decydowałam się na codzienny look w postaci jedynie koka na czubku głowy. Mowy nie było o rozpuszczeniu włosów. Plączące się praktycznie non stop, szczególnie na potylicy głowy. Miałam poważny problem z ich rozczesywaniem, pomimo stosowania droższych kosmetyków z drogerii.

Przyjęłam stan moich włosów za konieczny. Nie miałam zbyt dużo wolnego czasu, aby pochylić się nad problemem. Gdy zobaczyłam ciekawy produkt, który brzmiał w reklamie jak bajka, od razu lądował na mojej szafce w łazience. Oczywiście, samo kupienie produktu było tyle warte, co oglądanie filmu z ćwiczeniami Chodakowskiej i marzenie o szczupłej sylwetce. Wielkie zero rezultatu. Moje niepowodzenia zrzucałam na garb 3 ciąż i codziennego zabiegania.

Aż do momentu… aż natrafiłam przypadkowo na ciekawy artykuł na temat włosów i odżywek, po przeczytaniu którego otworzyłam szeroko oczy. Są to oczywiste fakty, które zna każda włosomaniaczka. Jednak ja do takich się po prostu nigdy nie zaliczałam. Moja pielęgnacja była zawsze przypadkowa. Skoro producent szamponu i odżywki zapewniał, że moje włosy przestaną się puszyć, staną się lśniące i błyszczące – nie widziałam powodu – dlaczego mam mu nie wierzyć. Taka naiwność ludzka, towarzyszyła mi przez kilkanaście lat 🙂

Co warto zaznaczyć, kiedyś wydawałam duże pieniądze na pielęgnację. Aktualnie posiadam kosmetyki, których łączna wartość wynosi poniżej 70 zł (i wystarczają mi na około 3 miesiące, czyli miesięcznie ich koszt to kwestia około 20 kilku zł ! ), a efekt jest po prostu MEGA.

kosmetyki na zniszczone włosy blog

JAK URATOWAĆ ZNISZCZONE WŁOSY

Spisałam w formie 7 punktów to, co przyczyniło się do radykalnej poprawy stanu moich włosów. Jednak muszę Was uprzedzić, że każda z nas ma inne włosy, a więc i różne potrzeby. To co sprawdza się u mnie, niekoniecznie zadziała w Waszym przypadku. Jednak jest kilka ważnych aspektów, które powinna znać każda z nas, chcąc cieszyć się zdrowymi włosami, które nie plączą się i nie wypadają.

1.Regularne podcinanie

Nie musimy radykalnie ścinać włosów. Wystarczy regularnie je podcinać bardzo ostrymi, specjalistycznymi nożyczkami, lub najwygodniej – po prostu odwiedzić fryzjera. Co więcej, jeśli macie tak jak i ja puszące się włosy – zrezygnujcie z cieniowania. Najlepsze w takim przypadku będzie obcięcie włosów na równo.

2. Olejowanie

Przez 3 miesiące 2 razy w tygodniu olejowałam włosy, aktualnie 1 x na tydzień (a czasem nawet rzadziej). W drogeriach typu Hebe lub Natura jest bardzo duży wybór cudownych olejków, które świetnie działają na włosy i jednocześnie na skórę twarzy, dłoni itp taka mała buteleczka olejku za około 15 zł to eliksir na wiele bolączek (zmarszczki pod oczami, przesuszona skóra, skórki wokół paznokci itp). Najważniejsza zasada przy pielęgnacji włosów olejkami, to nie nakładanie olejku na skalp, a jedynie na dolne partie włosów, mniej więcej od wysokości brody. Mam swoje 2  ulubione sposoby na olejowanie. Pierwszy to nakładanie olejku na włosy i pozostawianie go na całą noc. Drugi – 15-minutowy – nakładam olejek, na to foliowy czepek i podsuszam włosy suszarką, ciepłe powietrze zwiększa efekt. Następnie na głowę zakładam ręcznik (idealnie, gdyby był ciepły)  pozostawiam olejek na 15 minut.

3. Delikatny szampon

Odrzuciłam wszystkie reklamowane szampony. Stosuję jedynie delikatne szampony do włosów moich dzieci. Zaskoczył mnie również szampon Kerabione, do włosów zniszczonych i ze skłonnością do wypadania z olejkami eterycznymi ( lawendowym, rozmarynowym i cedrowym). Sprawia, podobnie jak niektóre, emolientowe  szampony dla dzieci, że włosy są lekko śliskie i przez to o niebo łatwiej się rozczesują. Dodam jedną ważną sprawę – rozczesujemy włosy zawsze przed myciem!

4. Odżywka dedykowana do moich włosów

Przez lata używałam odżywek zawierających keratynę, dzięki której moje włosy prezentowały się na zniszczone bardziej, niż były w rzeczywistości. Jeśli czytacie etykiety, zwróćcie uwagę, że większość odżywek z drogerii, zawiera ten składnik. Pielęgnacja tego typu produktami okazała się dla mnie mało skuteczna. Odżywki czy maski, które miały regenerować moje włosy, powodowały, że puszyły się jeszcze bardziej.

Radykalna zmiana w wyglądzie moich włosów nastąpiła w momencie, kiedy dowiedziałam się na temat podziału składników aktywnych, które zawierają produkty do pielęgnacji włosów. Od tego momentu wszystko stało się dla mnie jasne! Najważniejsza zasada – to poznać składnik wiodący danego produktu i jak oddziaływuje na nasze włosy.

Mamy 3 grupy aktywnych składników, które wiodą prym w każdej odżywce:

  1. proteiny – (tu najczęściej spotykanym składnikiem jest keratyna), są dedykowane do włosów oklapniętych i przeciążonych. Jednak łatwo przeproteinować włosy i w takiej sytuacji kosmetyk zamiast nam pomóc, powoduje, że nasze włosy stają się bardzo suche, sztywne i po prostu nieprzyjemne w dotyku.
  2. emolienty – to składnik, który jak się okazało kochają moje włosy. Emolienty tworzą na włosach coś w rodzaju filtru, która zabezpiecza przez utratą wody i czynnikami zewnętrznymi. Co więcej powoduje, że włosy stają się cudownie miękkie i po jednym pociągnięciu szczotki łatwo je rozczesać (przy regularnym oczywiście stosowaniu).
  3. humektanty – ( np. aloes, kwas hialuronowy, gliceryna) są to substancje odpowiedzialne za nawilżenie włosa. Tę grupę kosmetyków najlepiej stosować, kiedy nasze włosy mają już dość emolientów, stają się oklapnięte i po prostu zbyt ciężkie. Jednak jak w każdym z powyższych przypadków, należy produkty z humektantami stosować z głową, gdyż mogą spowodować, że nasza fryzura straci na objętości i włosy będą splątywać się w tzw. strąki.

5. Suszarka i serum na końcówki

Zaprzyjaźniłam się z suszarką. Podsuszam delikatnie włosy i używam grubej szczotki (lubię szczotkę obrotową, którą mam jako jedną z końcówek w mojej suszarce), która wygładza moją fryzurę. Nigdy nie kładę się spać w mokrych włosach. Przed suszeniem nakładam 2 krople serum na końcówki włosa ( w tym przypadku wybieram olejki na końcówki lub silikonowe serum, w tym przypadku nawet z keratyną), suszę i znowu nakładam 2 krople odżywki ( krople rozcieram najpierw w dłoniach) czyli stosuję tzw nakładanie serum na zakładkę (podwójne). Tego typu kosmetyk działa jak termoochrona włosa przed suszeniem i sprawia, że łatwo je rozczesać, a podczas drugiej aplikacji powoduje, że włosy są błyszczące, wygładzone i ładnie się prezentują.

6. Kuracja dla włosów od wewnątrz

W przypadku, kiedy macie problem z wypadaniem włosów, polecam suplementacje w postaci tabletek. Mnie przekonał skład tabletek Kerabione, które zawierają mnóstwo dobroczynnych witamin, minerałów i aminokwasów, które świetnie działają również na moje paznokcie. Co więcej, ich skład jest o wiele bogatszy, niż większość reklamowanych, bardzo znanych produktów. Kapsułka Kerabione zawiera: cynk, miedź, selen, wit A, niacyne, ryboflawine, biotyne, wit C, wit E, krzem, kwas hialuronowy, l-cysteine, l-metionine, l-lizyne. Więcej niczego nie potrzebuję 🙂

Produkt, który dodatkowo Wam polecam to picie oleju lnianego, jego wartość dodana jest niedoprzecenienia! (wpis – Największy hit wszechczasówpicie oleju lnianego)

7. Wcierka lub serum przeciw wypadaniu włosów

Jak uratować zniszczone włosy? – dodatkowym zabiegiem, który pozytywnie wpłynie na bardzo zniszczone włosy z tendencją do ich wypadania to wcierki lub serum na skalp. Tu znowu polecę kosmetyk z firmy Kerabione, który zawiera olejek rozmarynowy, który hamuje wypadanie i pobudza wzrost, dodatkowo pobudza podskórne krążenie krwi, posiada właściwości przeciwgrzybiczne , przeciwbakteryjne i antyoksydacyjne. Najlepszy efekt uzyskamy stosując kuracje przez okres 6 miesięcy.

kuracja na wypadanie włosów tabletki serum ampułki

Jeśli chodzi o wcierki i maseczki, które są mniej typowe i nie są gotowymi produktami dostępnymi w aptece, polecę dwie. Pierwsza jest to „papka” na włosy z siemienia lnianego, która jest polecana nawet przez trychologów. Drugi sposób to wcierka rekomendowana przez tzw. włosomaniaczki z … kropli żołądkowych.

Maska z siemienia lnianego – 1 szkl wody gotujemy przez 10 min z 3 łyżkami siemienia lnianego. Nasiona odcedzamy od razu  po ugotowaniu np. przez sitko, dzięki czemu otrzymujemy coś w rodzaju kisielu.  Gotowy „glutek z siemienia” nakładamy na skalp. Na głowę zakładamy foliowy czepek, na to ręcznik i trzymamy przez 15 do 30 minut. Maseczka idealnie działa na skórę przesuszoną, a nawet przy ASZ.

Wcierka z kropli żołądkowych – 5 łyżek wody przegotowanej lub mineralnej mieszamy z 2 łyżkami kropli żołądkowych. Taki gotowy płyn możemy przelać do małej buteleczki – polewamy i wcieramy w skalp głowy. Można taką kurację stosować np na godzinę przez każdym myciem, jednak uprzedzam, że ma ona charakterystyczny zapach.

Te 7 etapów w pielęgnacji, przy regularnym stosowaniu pozwoliło mi przywrócić gęstość, blask i odpowiednie nawilżenie moich włosów. Dodam, że odżywkę emolientową nakładam od czasu do czasu na 15 minut, na to nakładam foliowy czepek i ogrzewam suszarką, po czym dodatkowo zakładam ręcznik. Od czasu do czasu odżywkę tego typu mieszam z łyżką octu jabłkowego, który powoduje zakwaszenie i dodatkowo wpływa na blask i gładkość włosa.

Stety niestety 🙂 nie mam już 20-kilku lat ( a nawet 30 🙂 )  i zdaję sobie sprawę, że włosy wraz z upływem lat są gorszej jakości i coraz bardziej rzadkie. Odpukać jak na ten moment, mam ich tyle samo, co w wieku 20 lat. Dzięki ampułkom i wcierkom wyrosło mi wiele tzw. baby hair. Kapsułki witaminowe przyczyniły się również do poprawy paznokcia, a muszę się Wam przyznać, że bardzo lubią hybrydy.

Odnośnie jeszcze włosów – wyznaję że regularnie farbuję włosy mocniejszymi produktami (mam wiele siwych włosów od dobrych kilku lat, jak na 40-latkę przystało 🙂 )  i nie zawsze ten zabieg powierzam profesjonalnej fryzjerce. Jednak dzięki systematycznej pielęgnacji aktualnie ciesze się włosami, o których zawsze marzyłam. A może dopowiecie coś jeszcze – jak uratować zniszczone włosy?