Nie namawiaj dziecka do czytania – tak pokrótce głosi apel, skierowany do rodziców młodszych dzieci, będących na progu szkoły podstawowej. 

nie namawiaj dziecka do czytania

Zaskoczyłam Was? Zapewne, bo od dawna jest wiadomo, że książki są skarbnicą wiedzy. Już moja babcia powtarzała mi słowa, które zapisała w moim pamiętniku:

ucz się ucz bo nauka to potężny klucz

oczywiście do tego cytatu, powstało wiele dopowiedzeń typu – bo zostaniesz klucznikiem, – bo jak zdobędziesz dużo kluczy to zostaniesz woźną, i inne tego typu metafory i porównania.

Wracając do kwestii – czytania przez dziecko – wspomniany apel, nie ma na celu odciągnąć dzieca od książek. Wprost przeciwnie. I nie ma w tym żadnego ukrytego haczyka.  Z książek płynie mądrość tego świata, wzbogacamy się wewnętrznie, nie mamy problemu z wyrażaniem myśli, nasz umysł staje się nad wyraz bogaty, a nasz zasób słów jest na najwyższym poziomie.

NIE NAMAWIAJ DZIECKA DO CZYTANIA

Jako rodzice, nie mamy wątpliwości, że pragniemy, aby nasze dzieci posiadały zdolność czytania i logicznego myślenia oraz nie miały problemów z nauką. Jest to proste i zrozumiałe. Im częściej dziecko sięga po książki, począwszy od prostych jedno-obrazkowych, tym bardziej się cieszymy i jesteśmy z tego faktu dumni.

Dla mnie jako matki, najważniejsza jest dobra relacja z dzieckiem. Staram się  przekazywać im dobre wzorce każdego dnia. Jeśli chodzi o czytanie książek, nie muszę tu się nad wyraz starać, gdyż książki towarzyszą mi niemal każdego dnia / o ile nie padam ze zmęczenia/ i dzieci chcąc nie chcąc, widzą i śledzą moje stałe źródło zainteresowania. Co więcej, w swoich pokoikach mają przeróżne publikacje, mniej i więcej skomplikowane i dopasowane do swojego wieku. Staram się, abyśmy swój wolny czas również spędzali w formie aktywnego czytania – ja czytam, Borys i Nela na wyścigi ścigają się w dopowiadaniu.

Jednak nie musimy być wybitnym czytelnikiem, aby przekazywać im te istotne sprawy. Czytamy przecież wszystko i wszędzie. Począwszy od etykiety słoika w markecie, poprzez ulotki i gazetki promocyjne ze sklepów, a skończywszy na postach na facebooku.

Jak więc ma się to do słów – nie namawiaj dziecka do czytania ? 

KAMPANIA CPCD

Kampania Cała Polska Czyta Dzieciom w sposób wyraźny uzmysławia, że głośne czytanie ma się nijak do nauki szybkiego myślenia, rozumienia tekstu i co w tych słowach najbardziej zasadnicze – do nauki czytania. Intencja apelu nawołująca – nie namawiaj dziecka do czytania – jest bardzo dobra i słuszna, jednak często źle zrozumiana.


Gdy dzieci czytają na głos, utrwala się u nich nawyk subwokalizacji, który bardzo ogranicza tempo czytania- będą w przyszłości czytać po cichu w tempie czytania na głos. Młody mózg koduje sobie udział narządu głosu w czytaniu i w dorosłym życiu nadal w myślach „czytamy na głos”.
W dobie zalewu informacji i konieczności szybkiego zapoznawania się z nimi wolne czytanie to prawdziwe kalectwo.
My, dorośli, na ogół czytamy wolno: ok. 200 słów na minutę, co jest skutkiem sposobu, w jaki uczono nas czytać.
Nie róbmy tego dzieciom! 

Mózg potrafi uporać się z czytaniem, zrozumieniem i zapamiętaniem od ok. 500 do ok. 3000 słów na minutę (nie mówimy o rekordach, bo nie o to tu chodzi), gdy prawidłowo wykształcimy system oko-mózg.
Nie mieszajmy do tego krtani!
Dzieci nie powinny czytać na głos!

źródło: kampania CPCD


Reasumując – to my mamy głośno czytać swoim dzieciom, a nie one – nam. Powinniśmy odejść od stereotypu nauki czytania – dzieci wychwytują całe wyrazy, uczą się też podczas obserwacji – kiedy to my – im czytamy. Grono psychologów uważa, że głośna nauka czytania – poprzez składanie literek, a następnie sylab stwarza z dzieci „kaleki”. Jest to oczywiście zbyt mocne słowo, gdyż większość z nas, w ten sposób się uczyła. Ma na celu zwrócenie uwagi na problem w szkolnictwie i ogólne postrzeganie nauki czytania.

Dorośli dzielą się na 4 grupy:

  • lubiących czytać
  • nie widzących w czytaniu sensu
  • twierdzących, że lubią, ale nie mają czasu

Marzę, aby moje dzieci widziały sens w czytaniu i chętnie sięgały po różne książki. Nie mówię tu o jakiś oratorskich i wybitnych dziełach, ale o książkach jako takich – opowiadaniach, powieściach, historiach z życia. Po prostu, aby książki przynosiły im relaks, oderwanie się od rzeczywistości i przeniesienie się do świata „równoległego” zawartego na stronicach ksiażki. Co więcej, aby wyrosły na świadomego i dobrowolnego czytelnika.

Większość młodszych dzieci, które w wieku 7 lat przyswoiły naukę płynnego czytania, zrobiły to samodzielnie. Mój syn posiada elementarz, w którym wyrazy są podzielone na sylaby czerwone i czarne. Absolutnie nie nagabuje go, aby uczył się czytać, jednak sam chętnie po nią sięga. Czasem słyszę jego szept, kiedy średnio umiejętnie składa literki, czasem prosi mnie o pomoc. W tej kwestii najważniejsze jest – że chce i jest dumny / a ja w raz z nim / ze swoich małych dokonań. W przedszkolu miał 2 panie wychowawczynie, która pokazywały całe, krótkie wyrazy – w ten sposób dzieci w szybki sposób zapamiętały szereg wyrazów.

U nas jest ten problem, że syn ma spore braki w edukacji przedszkolnej, spowodowanej niedosłuchem przez ponad 2 lata. / o których Wam pisałam TU ,TU i TU / Mieliśmy możliwość odroczenia go od 1 klasy szkoły podstawowej. Jednak z uwagi na emocje, tego nie zrobiliśmy. Czy był to odpowiedni krok? Na tą chwilę, uważamy – że tak.

Wychodzę z założenia, ze każde dziecko rozwija się we własnym tempie. Podobnie jest z nauką czytania. Biorę jednak pod uwagę przygotowanie emocjonalne i uczucia. Moja starsza córka, jest nad wyraz rezolutna, wygadana i ma bardzo bogaty zasób słów jak na 4-latkę. W wieku 23 miesięcy opowiadała mi płynnie bajeczki. Jednak na tą chwilę, nie byłabym w stanie podjąć decyzji, czy wysłałabym ją o rok wcześniej do szkoły. Po pierwsze – nigdzie się nam nie śpieszy, po drugie – chęć do nauki nie zawsze współgra z rozwojem umysłowym na zasadzie odbierania bodźców z zewnątrz jak chociażby –  ciche siedzenie w ławce podczas lekcji. Jednak znam spore gro dzieci, które poradziły sobie w wieku 6 lat w szkole doskonale.

Nieco wybiegłam od tematu, jednak szkoła zbliża się do nas wielkimi krokami. Moment zakończenia wakacji już za chwilkę, a wraz z nim koniec piżamowania do południa i ogólnej umysłowej i leniwej rozpusty. Bez względu na zasób wiedzy, która posiada Borys, wkraczając w progi szkolne nie namawiam dziecka do czytania na głos. Jeśli ma na to ochotę – cieszę się, jeśli składa w myślach – jestem dumna, jeśli prosi o pomoc – cieszę się w dwójnasób.

Nie namawiaj dziecka do czytania na głos – jeśli nie ma ochoty. Ty bądź wzorem i staraj się w miarę możliwości poświęcić mu swój czas i poczytać na głos.