Moja maleńka kruszynka skończyła właśnie 6 miesięcy, skłoniło mnie to pewnych przemyśleń.
Pół roku.. 6 miesięcy…24 tygodnie… 720 dni razem… wydawac by się mogło, że to dużo, ale czy na pewno ? 6 miesięcy jeśli pomyslimy w innym aspekcie to kawał czasu, ale patrząc jako mama to chwilka, momencik, minutka. Z tego właśnie sobie dziś zdałam sprawę. Z jednej strony czuje wielki smutek, a z drugiej wielką radośc. Smutek, bo tak wiele chwil straciłam, przez zmeczenie i niewyspanie, tak wiele momentów radosnych, o których często zapominamy. Przykro mi, że kruszynka jest już taka duża, za kilka lat będzie niezależną dziewczynką żyjącą we własnym świecie, już nie będzie tak ode mnie zależna. Z drugiej strony bardzo się cieszę, że tak ładnie rośnie, ma apetyt, jest radosna, doskonale się rozwija. Jak każda mama ciesze się każdego dnia, pozytywnie patrząc w przyszłośc. Takie rozdwojenie jaźni 🙂 tu łezka się kręci w oku za tym co mineło, a tu serducho się raduje i skacze wniebowzięte jakie szczęście mnie spotkało, i to podwójne ! bo mój synek wkrótce skończy 4 latka.. Przyznaje osobistego nobla człowiekowi – wynalazcy aparatu fotograficznego. Jak by to było, gdybyśmy nie mogli uwiecznic najważniejszych chwil, pierwszego uśmiechu, pierwszych wyciąganych do nas rączek, pierwszej kąpieli, pierwszego ząbka… pamięc jest ulotna, a zdjęcia tak wiele nam przypominają.

Dzięki nim pamiętam niemal każdy dzień spędzony razem z moimi małymi kruszynkami –- moje lipcowe i sprzed 4 lat majowe — 2800 gr szczęścia.

 

DSC09131

 

 

DSC09109

 

 

DSC09115

 

 

DSC09123

 

 

DSC09124

 

 

DSC09129