są momenty, na które czekamy, czekamy. A kiedy nadchodzą już na progu krzyczymy: mam dość! Po prostu nam się nie chce. Kochamy weekendy, prawda? Ale…ta walająca się sterta prania, ten kurz gdzieniegdzie zaglądający i patrzący na nas złowrogo. A tu jeszcze lodówka świeci pustkami. A dzieci? Jak to dzieci, nijak nie reformowalne, nierozumiejące, że to weekend, kiedy chcemy pospać 10 minut dłużej, a nie wstawać o brzasku.

a mąż? Temat rzeka. Zamiast pomagać, jak zawsze wykręca się sianem, bo to niby musi i tamto, a tu telefon w ważnej sprawie zadzwoni. Dni weekendu przez 5 dni wyczekiwane i wyśnione, stają się nagle zbyteczne i chcemy do poniedziałku. Jak zatem …

przetrwać z mężem i nie zwariować?

co prawda, u nas weekendy to nie takie typowe. Nie jesteśmy modelem rodziny, który pracuje przez 5 dni w tygodniu, aby mieć weekend tylko dla siebie. Jednak owszem, czasem się zdarzają. Po latach tysiąca pytań z niedokończonymi odpowiedziami, przyzwyczailiśmy się i nauczyliśmy wzajemnie, czego trzeba unikać, a na co postawić.

jak przetrwać weekend z mężem i nie zwariować?

1. planuj – to podstawa. Ustalcie co i kiedy. Zakupy, sprzątanie, co i kiedy po kolei. Bez dobrego planu robi się bałagan, czas tracimy nieubłaganie. Wypada tez pomyśleć jak spędzimy weekend, czy gdzieś poza domem, czy w 4 naszych kątach. My ustalamy z góry. Nasze soboty, z racji faktu, że przez ostatnie miesiące jestem z dziećmi w domu nie są przeznaczone na gruntowne sprzątanie. Stawiamy na wypoczynek. Nawet kiedy jeszcze spędzałam w pracy 5 dni w tygodni wolałam każdego dnia trochę ogarnąć mieszkanie, aby nie pozwolić się sobocie całkiem zmarnować, na latanie ze szmatą na kiju. Choć czasem ogarnia mnie taki szał, że oderwać się od mopa nie mogę, zaglądam w każdy kąt, odsuwam co mogę, wymiatam to, co zapomniane. Przy okazji znajduję, to zapomnianą głowę batmana lego, tu zaginioną wiewiórkę enchantimals.

2.nie zaogniaj konfliktów – w skrócie – bądź ugodowa. Tobie i jemy na zdrowiu zaoszczędzisz. Ja wiem doskonale, że my kobiety widzimy dziurę w całym, która nieraz urasta do rangi chomolungmy. Nie stój w progu i nie czaj się jak groźny sęp, który czai się na swoją ofiarę z ukrycia. Bo on po pierwsze czasem niewinny, a jeśli nawet, to krzykiem za dużo nie zdziałasz. Ja wiem, że różowo nie jest, że czasem się nie da. Jednak starać się trzeba. Bo w głośnej atmosferze, zaognianej co rusz to i dzieci tracą sporo. Osobiście nie jestem cichą myszką, ale w kwestii rozwiązywania problemów stawiam na odpowiednie relacje i obracam rozmowę na nieco ciche tory. Czasem lepiej zejść tej drugiej stronie z drogi, dla dobra tzw. wyższej sprawy.

3.nie tylko TY musisz wszystko – podziel obowiązki, co Ty, co On. Najlepiej zróbcie to wspólnie, żeby nie myślał, że jesteś dyktatorem. Nie dopuszczaj do momentu, że On siedzi, Ty biegasz, układasz, przekładasz, robisz obiad, wyprowadzasz dzieci na spacer, On leży dalej. Bo zmęczony po całym tygodniu. Ruch to zdrowie, obiad się sam nie zrobi, dzieci potrzebują też męskiej ręki i towarzystwa do zabaw, a tapczan w salonie, to nie leżanka na wakacjach. Wytłumacz racjonalnie, przedstaw swoją pozycję, że tez Ci się należy. Albo połóż się i odpoczywaj koło niego. Na pewno to zauważy i ze zdziwieniem postawi pytanie – to obiadu dziś nie ma?

4.małe radości – sprawiaj sobie i swojej rodzinie dnia każdego. Nie sugeruję tu obkupywania się w drobiazgi. Ale o chwilę do bycia razem, do zrobienia czegoś dla siebie , dla innych. To dobry smakołyk upichcić /słodkie powoduję scalenienie rodziny i radość/, wspólny spacer, chwile na cokolwiek, choćby na długą kąpiel przy świecach z maseczką na twarzy, na zapomnienie przy ulubionej książce, na skakanie po kałużach / niekoniecznie w Twoim wykonaniu/.

5.nie oczekuj zbyt dużo – im mniej się spodziewasz, tym więcej dostaniesz. Przekonałam się na własnej skórze. Nie jestem idealną panią domu, cudowną boginią w łóżku, wspaniałą bezkonfliktową żoną i wszystko-ogarniającą matką. Jestem zwyczajna osobą, która mało się spodziewa. Jednak ciut wymaga od czasu do czasu, ale nie za wiele. Pokój dziecka nie zniknie od nadmiaru rozsypanych pluszaków, zlew nie ugnie się pod ciężarem brudnych garów. Nie, żebym to lubiła. Raczej jestem zwolennikiem pokazywania – ooo nasz zlew się zgubił? Gdzie twój pokój Borysiu? Choć w dobie zmywarki oraz posiadania półtorarocznej małej rozrabiary, trochę inaczej realia wyglądają.

6.dzieci kontra mąż – kto ważniejszy, komu się bardziej poświęcić? Każdy jest ważny, pamiętajmy o tym. Skoro poświęcamy całe godziny naszym małych aniołkom, wygospodarujmy choć „10 minut” i dla Niego. Jesteśmy ludźmi i lubimy być zauważani. Oprócz tego, że jestem sprzątaczką, karmicielem, boginią domowego ogniska, to jestem tez kobietą, czującą, pragnącą, posiadającą marzenia. I vice versa – mąż też ma uczucia, nawet czasem plany i fajne pomysły, czasem tylko skrzętnie ukrywane, o których nawet nam nie mówi.

doskonale wiem, że łatwo to w życiu nie jest, ale nikt nas nie zapewniał na progu dorosłości, kiedy jeszcze na niej byliśmy, że życie usłane płatkami róż zastaniemy. Wszystko, co wypracujemy będzie dużym plusem dla nas samych i dla naszej rodziny. A nasz ślubny jak to człowiek, miewa też i słabsze chwile. Jak przetrwać z mężem i nie zwariować dużo też od nas samych zależy. Więc bierzemy od dziś byka za rogi i układamy weekend według nowego scenariusza.