przyjaciel, który pustynię samotności przemieni w oazę przyjaźni i będzie źródłem sensu życia

brniemy przez to nasze życie, pokonując przeszkody. Goniąc za pieniądzem, tracimy dzień za dniem. Zmęczeni wieczorem opadamy na poduszkę marząc tylko o śnie. Który czasem nie nadchodzi. Za dużo się dzieje, za dużo spraw.

I ja tak mam. Ale czasem przychodzi chwila, kiedy mówię : dość ! stop !

Wtedy uciekam z domu. Pakuję to co jest mi niezbędne, pakuje maluchy, co często mozolnie mi idzie. Bo jedno ucieka na bosaka, drugie właśnie rozpoczęło zabawę w najlepsze. Ale kiedy już ich ogarnę, a przy okazji i siebie po trochu, wskakuję do auta. Wrzucam jedną czy dwie torby, zapinam w pasy maluchy, podaje im coś do picia lub małe co nieco. Byleby nie nastała zaraz kłótnia na tylnym siedzeniu i każdy zajął się sobą. I jadę. Wyruszam z domu.  Kątem oka zerkam czy moje piesy na swoim miejscu, w domu przebywają. Ten pies staruszeczek zazwyczaj w domu, drzemki długie sobie robi. Ten drugi zawsze w pędzie gdzieś, podgryźć co nieco mi lubi. Więc chowam buty i co tam jeszcze na drodze mu stanąć może. 

Kot na ogół na polu zostaje, jak to kot. Swoimi ścieżkami chodzi. Ale to kot podróżnik i zawsze muszę przelecieć oczami każdy zakamarek auta. Żeby sprawdzić czy mi ten kot gdzieś się nie schował. Jak już wszystko ogarnę i nawet klucze mi się nie zawieruszą w międzyczasie, odjeżdżam. Często już po zmroku. I jadę. Odwiedzić przyjaciółkę. Jedną czy drugą. Albo wyruszam do domu rodzinnego  / ale to już zazwyczaj z całym mym zwierzyńcem /  Tam zawsze ciepło i twarze uśmiechnięte na mnie czekają. Zawsze kochające i zawsze stęsknione jak ja za nimi.

To mi daje kopa. Do życia. Tego mi potrzeba. Bo bez przyjaźni bym umarła. Nie byłabym tym kim jestem. Zaganiana, zapracowana, niedospana . Przyjaciel kim by nie był – zmienia nas, powoduje, że jesteśmy tacy jak być chcemy. Uszlachetnia. Przy nim choćby krótką chwilę ale odpoczywamy, odrywamy się od wszystkiego. 

Gdzieś mądre słowa przeczytałam :

przyjaciel, który pustynię samotności przemieni w oazę przyjaźni i będzie źródłem sensu życia

Bo prawdziwy przyjaciel nie ocenia, nie krytykuje, że coś nie wychodzi, wręcz pociesza i szanuje za wszystko, akceptuje w pełni. Cokolwiek się uda czy nie uda dobre słowo od niego usłyszysz.

Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie mówi stare przysłowie

i ja się z nim zgadzam. Bo do przyjaciela możesz zawsze i o każdej porze. Wysłucha, pocieszy, dobrej kawy zaparzy.

Więc ja doceniam te mniejsze i większe przyjaźnie.


Nawet takie małe dziecko, maluszek, prawie niemowlę jeszcze, również przyjaciela potrzebuje. Poszukuje. I zawsze znajduje. Nie jest to przyjaciel taki jak my mamy. Jest to przyjaciel poduszka, kocyk czy zabawka. Ale jest przyjacielem. Takim do spania, do zabawy, w podróż. Takim z którym dziecko się nie rozstaje za długo. Którego poszukuje, gdy mu z oczu zniknie.

Zastanawiałam się kim będzie przyjaciel mej córki Nelusi. Oby nie kolejny kocyk jak w przypadku Borysia. Bo ten kocyk … taki już mało ładny, sprany, szaro bury. Nieraz próbowałam podmienić, zamienić na lepszy model, ale mi nie wyszło. Zrezygnowałam. Już cztery lata jest z nami. Niegdyś kremowy, z wyhaftowanym imieniem syna. Teraz tak trochę nawet kocyka nie przypomina. Ale jest. Boryś go stawia na piedestale, mówi do niego, przytula. Każdej nocy być z nim musi. Kłopot jak do pralki go wrzucam, wtedy słyszę – mamo już, wyciągnij, on się utopi.

Nela znalazła kilka tygodni temu przyjaciela. Nie sądziłam, nie przewidziałam, że tak jej przypadnie do gustu. Bo to mała dziewczynka jeszcze, nawet półtora roczku nie ma. Ma kilka pluszaków, kilka kocyków i jedną lalę. Bo jej świat to kolory, klocki, układanki i o dziwo już kredki, farby i książeczki. Taka mała, a już widzę dokąd zmierza, co lubi. Taka moja mała przyjaciółka. Przyjaciółka też swojego tatusia z którym dużo czasu spędza. Z którym bawi się długie godziny, roześmiana. Tupta, pędzi, pokonuje przeszkody.


 

Dnia pewnego przyszła paczuszka. Ładna taka, dopieszczona. A w niej miś. Taki od serca uszyty. Kremowy, z kokardką, z długimi  łapkami w błękitne drobne kwiatuszki. I tak  mu szumi pod serduszkiem. Dźwięk taki jak w brzuszku u mamy. I tak już kilka tygodni minęło i już wiem, że jest jej wybrańcem. I chyba  to ten wybrany, jedyny

przyjaciel

przyjaciel miś


 

szumiący miś

 

Szumiś – to szumiący miś, idealny do przytulania, idealny dla noworodka, nawet dla wcześniaka. Szumisie to niezwykłe szumiące misie stworzone po to, by zapewnić spokojny sen maluszkom.W brzuszku posiada „pozytywkę”, która wydaje tzw biały szum, który przypomina dźwięk, jaki maluszek słyszy jeszcze w brzuszku mamy. Miś wydaje aż pięć rodzajów szumu, żeby lepiej dopasować się do potrzeb maluszków: dwa szumy o rożnych częstotliwościach przypominające dźwięk suszarki, szum fali morskiej, szum padającego deszczu oraz szum wód płodowych z bijącym sercem. Urządzenie szumiące po 60 minutach zaczyna się stopniowo wyciszać, żeby nie wybudzić śpiącego dziecka i sam się wyłącza. Szumisie uszyte są z pięknych, miękkich i przede wszystkim bezpiecznych dla dzieci materiałów. Wszystkie posiadają odpowiednie atesty. Bez problemu można je prać w pralce, co już sprawdziłam osobiście. I co ważne, produkt w 100% Polski.

Aktualnie producenci przekazali Szumisie dla wcześniaków w łódzkich szpitalach oraz dzieciom chorym na autyzm w czeskiej Pradze. Więcej aktualności na temat Szumisiów znajdziecie na fanpage FB – Szumisie