zrobiłam dziś rano fotkę córce, tej mojej małej kruszynce, co już taką kruszynka nie jest, dobiega w końcu już 8 kg. I tak patrzę na tą fotkę, która wrzuciłam na instagram i po niespełna pól godz już 12 like odnotowuję, dziwię się bo ja nie z tych popularnych, nie z tych co gonią aby non stop coś wrzucic. Częściej, wyślę zdjęcie do mojej mamy czy siostry chwaląc się fajną, przyjemną chwilą z moimi maluchami, jak ujrzę coś pięknego, coś co raduje moje serce, ładny kwiatek, ładny kubek czy miejsce.
I tak patrzę na to moje poranne zdjęcie, mojej małej pastelowej różowej landryneczki. I myśle, że tak różowo mi, oj tak bardzo różowo. Ale to nie od nadmiaru tego koloru. To od szczęścia, które serce przepełnia każdego dnia. Od dumy skrywanej. I od hormonów szczęścia, których chyba mam za dużo. Nawet mi to moja fryzjerka powiedziała, taka młoda, ładna i zdolna. Poszłam do niej też z synkiem, oceniła kształt jego ślicznej główki, dobrała fryzurkę. Ech jaki on piękny i mój. Musze mu jeszcze częściej fotki pstrykac póki mi nie zbrzydnie i nie wydorośleje. Na zdjęciach jednak wygląda doroślej, dziwi mnie to, ale widzę to u większości maluchów. Aparat dodaje im miesięcy, lat. Dobrze, że mi nie dodaje bo to byłaby katastrofa. A tak mogę udawac, a raczej nie przyznawac się jaka już jestem dorosła. Tylko czemu z tego nawału szczęścia ostatnio tak ciągle kapią mi łzy, czemu oglądam bajkę z synkiem i on się uśmiecha, a ja kapu kapu kap po brodzie mi łza spływa, po co, dlaczego. W życiu trzeba mieć twardy tyłek , a ja sobie tu na bajce popłakuje bo tak ładnie się wszystko w niej układa. Przeczytam drugą częśc Greya, którą kupiłam sobie jeszcze z okazji Walentynek, a na którą jeszcze nawet nie zerknęłam bo nie było kiedy, nie składało się. Położyłam na stoliczku nocnym i tak sobie leży i na mnie zerka, a ja na nią nie. Przeczytam ją , wezmę do ręki, przeczytam w 3 wieczory jak zwykle, tam chyba nie znajde nic poruszającego, nic co sprawi, że znowu będę mieć zaczerwienione oczy. Kupiłam cudowny krem 8 w 1 – ach ! Nie wiedziałam, że takie istnieją, ale jest cudowny i faktycznie 8 w 1. To typ CC, posmarowałam się i od razu świat wydał się jeszcze piękniejszy. A gdyby nie metalowa półeczka w rossmanie na wyprzedaże, bym o nim nie wiedziała. Zawiera 24 karatowe złoto, czy to chłit marketingowy nie wiem, ważne że taki rozświetlający, taki kryjący, taki sprawiający radośc o poranku, kiedy jeszcze opatulona w kocu siedzę z kubkiem gorącej, pysznej kawy czekam aż mój luby rozpali piec i znowu zawita u nas ciepło. Bo dziś pochmurno jest, ale tak wesoło w domu. Tyle nowych słów, a raczej składanych usilnie sylab usłyszałam od mojej córeczki. Ach jak ona rośnie. A jutro będzie nowy dzień, dzień w pracy. Wielki dzień. Nowy początek , nowego zabiegania. Ech, nie szkodzi, nie martwię się. Ciesze się bo znowu z nimi pobędę, z nimi, z moją ekipą super ludzisków, uśmiechniętych , dających powera, pytających – chcesz kawę. Oj tak chcem chcem. Jutro będzie nowy dzień. Ale dziś dzień wolny, taki powolny, leniwy. Dzień wiosny. Drugi już z kolei. Poczekam, popatrzę przez okno, może dojrzę zalążki kiełkujących tulipanów, których cebule wsadziłam do ziemi jesienią, a które moja psinka wyciągnęła i wsadzałam z powrotem. Zerkam na instagram, kolejne like, ach jakie to przyjemne, że też się komuś podoba, co mi się podoba. I życie takie różowe, przyjemne, ale to nie kolor sprawia, to miłośc radośc, poświęcenie. Ech, wypadałoby wrzucic kubki do zmywarki bo tak patrzą zza rogu, ale posłucham jeszcze „ ulepimy dziś bałwana…” z synkiem i wrzucę kilka fotek mało różowych mojej maleńkiej landrynki w stroju nie landrynkowym, może się komuś spodobają, takie mało różowe, ale gwiazdeczkowe i z jelonkiem.

 

DSC01415-001

 

DSC01419-001

 

DSC01408-001

 

DSC01406-001

 

DSC01409-001

 

DSC01410-001

 

DSC01385-001

getry – little rose & brothers *** bluzeczka – c & a *** grzechotka z motylkiem – bright stars ***