Rzeczy które robimy przy dziecku zwykle są mega zaangażowane i poświęcamy na ich zrobienie wiele długich godzin. Celebrujemy ten czas i całą otoczkę, gdy za parę chwil  zostaniemy rodzicem. Czas, jaki poświęcamy pierwszemu dziecku, jest jak budowanie wielkiego mrowiska przez 1 tylko mrówkę, przy drugiem dziecku jest już bieg tunelami mrowiska i tachanie całego bagażu na plecach, byle szybciej, byle zdążyć.

Rzeczy które robimy przy dziecku

Rzeczy które wykonujemy przy pierwszym dziecku przeżywamy na tyle, że możemy później powspominać każdą chwilę, gdyż utrwalają się w naszej pamięci na całe życie. Pamiętamy, co dokładnie zrobiłyśmy, przygotowując się na powitanie nowego członka rodziny. Mamy czas na małe pitu pitu, na składanie każdego rękawka body po stokroć. Składamy, rozkładamy, żeby powąchać, nacieszyć oko, potem chowamy do szuflady i jeszcze chwilkę podziwiamy nasz pomysł – jak to pięknie zrobiłyśmy.

Przy drugiem dziecku, jest zupełnie już inaczej. Spisałam 8 rzeczy, które robiłam przy pierwszym dziecku, których zupełnie nie powtórzyłam przy drugim. Nie dlatego, że nie miałam chęci, że mniej kocham, ale dlatego, że już emocjonalnie tego nie potrzebowałam. Ciekawa jestem, czy sie ze mną zgodzicie i czy nie uznacie mnie za szaloną matkę wariatkę 🙂

RZECZY, KTÓRE ROBIMY PRZY DZIECKU

1. Co kupić dla noworodka

Temat rzeka. Zwykle kierujemy się instynktem przyszłej matki, którą za momencik już zostaniemy i wracamy obładowane ze sklepu w tysiące różnych niepotrzebnych rzeczy, których i tak zwykle nie użyjemy. Jednak cieszą nas na tyle, że nie potrafimy z nich zrezygnować. Więc w rezultacie, kupujemy je dla samych siebie. Tulimy, patrzymy , podziwiamy. Same ochy i achy! Przecież nie możemy zrezygnować z tej różowiutkiej sukienusi dla noworodka, czy cudownych portasków z miękkiego dżinsu! (pomijając fakt, że dzidziuś najlepiej czuje się w samym body lub pieluszce, wtulony w nasze pół roznegliżowane ciało).

2.Pranie ubranek dla niemowlaka

Naturalną czynnością jest wypranie ubranek, kocyków, pościeli i wszystkich tych malusieńkich paputków da noworodka. Jednak… najpierw musimy kupić odpowiedni proszek / płyn / kapsułki. I tu się zaczynają schody. Który jest najlepszy? Biegniemy do największego sklepu, mościmy się wygodnie na stanowisku ze środkami do prania i urządzamy sobie tam małą [prywatną biblioteczkę. Czytamy składy, porównujemy, analizujemy.

Wracamy do domu ze spuchniętą głową. Wrzucamy pytanie na jakąś zaprzyjaźnioną grupę na facebooku, na które otrzymujemy mniej więcej 200 odpowiedzi. Nasz mózg szaleje. Kto ma rację? Ania z Kołobrzegu, czy Zosia z Pszczyny?! Idziemy po poradę do naszej mamy. Zwykle otrzymujemy ripostę, która powoduje mały niesmak i wielką konstnernację. W tym momencie, zwykle już jesteśmy ekspertkami składu środków piorących i wydaje nam się, że pozjadałyśmy wszystkie rozumy.

3. Prasowanie rzeczy pierwszego dziecka

W końcu kupujemy i pierzemy w rękach, płuczemy, płuczemy… najlepiej w przegotowanej wodzie… istny szał! Potem prasujemy, ale! Może wymieńmy powłoczkę deski do prasowania, bo na tej prasowałyśmy już tysiąc lub dwa tysiące razy?! Koniec końców po analizie za i przeciw skutków nieodpowiedniego prasowania, zaczynamy tą czynność. Ale ludzie kochani, co to jest za praca! Każdy szew, każdą nogaweczkę, każdy rękawek. Może dwa razy wyprasowane będzie lepsze, bardziej doskonalsze?!

4. Układanie rzeczy do szuflady

Czwarty etap to składanie ubranek, pościeli, kocyków itp bambetli. Nie każda z nas jest ekspertem w tej kwestii i jest to zupełnie naturalne. Nigdy pedantem nie byłam i nie zostanę, jednak… byłam nią przez kilka długich tygodni, kiedy oczekiwałam na synka. Jak ja się starałam! Jak pięknie składałam! Układałam, wyrównywałam w szufladzie, wyjmowałam, podziwiałam i składałam raz jeszcze. Pokazywałam wnętrze szuflady znajomym i rodzinie – a niech zazdroszczą! (potem już nigdy nie będzie tak czysto i sterylnie).

5. Rozszerzanie diety

Trochę przeskoczę o kilka miesięcy i zatrzymam się na etapie rozszerzania diety. W 2011 roku, kiedy urodziłam syna, otrzymałam rozpiskę od położnej środowiskowej oraz drugą z tego, co pamiętam identyczną wraz z darmową przesyłkę jakiegoś producenta słoiczków. Znajdowała się tam lista, kiedy i jaki pokarm mam wprowadzać do diety mojego dziecka. Trzymałam się ściśle, aby czegoś nie zaprzepaścić. Jedyne moje ustępstwo to była zamiana smaku marchewki na jabłuszko, jako pierwszy nowy smak. Zamawiałam w sklepie mięsnym wołowinkę najwyższej jakości więc i w cenie 0.25 gramowej sztabki złota w Mennicy Polskiej. Gotowałam w garnkach, dmuchałam, chuchałam. Robiłam cudowne papki, nawet po 7 miesiącu życia, trochę z wygody, kiedy musiałam wrócić do pracy, bo chciałam dostarczyć obiadek dla Boryska do niani, mimo, że mój pierworodny zazwyczaj wybierał i tak Jej zupę (chwała Jej za to!).

6. Grające wynalazki

Mój synuś musiał mieć wszystko, co najlepsze, nie wyłączając w tym kwestii nawet nocnika. Nociu został kupiony w Anglii, markowy, duży, rozbudowany, grający, z dźwiękiem spuszczanej wody, z rolka papieru, gadał, bił brawo i coś tam jeszcze. W rezultacie… była to świetna zabawka dla Boryska i jego małych kolegów i koleżanek. Przenigdy nocnik nie posłużył do celu, do jakiego namawiał producent.

7. Zero wolnego czasu

Świat, kiedy pojawia się pierwsze dziecko zatrzymuje się w miejscu. Jest tylko ono! Nic i nikt się nie liczy. Prawdą jest, że jako świeżo upieczone matki, uczymy się nowych rzeczy niemal każdego dnia. Czasem jednak zatracamy się w tym, aż za bardzo! U mnie było to z dwojoną siłą przez „małe” kłopotki z dzieckiem, typu problem z karmieniem naturalnym, okrutna kolka,która spędzała sen z powiek, podejrzenie przepukliny, kręcz szyjny, bioderka i pół roku rehabilitacji. Babcie mają podobnie, kiedy pojawia się pierwsze wnuczątko. Piekła Boryskowi jabłuszka i nie bacząc na niewygody, taszczyła je ze sobą na spacer.

8. Amnezja na punkcie męża

Rzeczy, które robimy przy pierwszym dziecku pochłaniają nas w pełni. Potrafimy się w nich doskonale zapomnieć, gdyż sprawiają nam bardzo dużo radości. Jednak nasza w niczym nie kończąca się radość również ma dwa końce, bowiem zapominamy o tym, który był sprawca naszego szczęścia. Zwykle przypominamy sobie o naszym partnerze… w momencie, kiedy jesteśmy gotowe na … 2 dziecko 🙂

Oczywiście potraktujcie moje słowa z przymrużeniem oka. Nie wszystko, co napisane jest odzwierciedleniem mojego stanu, sprzed 8 lat. Raczej zbiorem doświadczeń moich i znajomych – matek. Przy drugim dziecku życie to bieg tunelami wcześniej wspomnianego mrowiska,. W tym przypadku jesteśmy jak królowa mrowiska, ciągnąca za rękę starsze, na plecach drugie, siatkę z zakupami i kubek nieco zimnej kawy.

Rzeczy, które robimy wyłącznie przy pierwszym dziecku spychane są do lamusa. Kupujemy tylko to, co niezbędne i praktyczne, pierzemy w sprawdzonym proszku czy płynie, prasujemy raz! składamy, chowamy i wyciągamy dopiero pakując rzeczy do szpitala. Rzeczy które robimy przy dziecku są niezapomnianą pamiątką dla naszej duszy ale wspominając… uśmiechamy się same do siebie.