nie napiszę o upupieniu z Ferdydurke Witolda Gombrowicza. Gdyby ktoś chciał o tym poczytać, to nie u mnie, lub nie tym razem.

nie napisze o upupieniu w kontekście pup niemowlęcych. Choć miałam z trzema do czynienia, różnych płci, zarówno pupy męskiej jak i dwóch damskich. I wiem po co jest mąka ziemniaczana, że warto wietrzyć. I jak nie cierpię cynku w kremie.

ale chciałam słów kilka o naszym upupieniu. Nas, kobiet głównie. Ale nie singielek tylko tych kur domowych, które rzetelnie chcą ognisko domowe stworzyć i dmuchają na nie dnia każdego, podsycając jego ogień. Co by ładnie się paliło i dymek równy z niego się wydobywał wprost do nieba. Ku chwale wszystkiego co ważne.

Kupiłam dziś 4 gazety. 2 gazetki udekorowane mini zabawkami i 2 dla osób dorosłych. Przywlokłam do dom. Na stole położyłam. Dzidziuchy od razu swoje porwały. Zabawki wydarły ze środka. Mąż z zainteresowaniem na swoją zerknął. Już prawie znalazłam czas na swoją, podczas popołudniowej kawy,  już prawie jej dotknęłam. Nic z tego. Najpierw wypadało te małe klocuszki z kompletu kilku elementowego córeńce złożyć. Bo takie cacko z gazetki wygrzebała. Mój ślubny czytał pierwszy artykuł bardzo zaciekawiony i świata poza tym nie dostrzegał. Chlipiąc przy tym kawę i zerkając łapczywie na moja połówkę prince polo. Ja też zerkałam, co by mi nie znikła z talerzyka. Bo my zwykle po pół smakołyku, żeby nie było, że nic do kawy. A żeby słodko i miło dla podniebienia było. I już mini piesek lego friends był na swoim miejscu, pod mini parasoleczką przy swojej mini miseczce.  To okazało się, że nie ma nic do jedzenia. Bo jego mini kosteczkę połknął pingwin. Niedobry, złośliwy pingwin z gazetki synala. Ślubny drugi artykuł rozpoczął. A ja przez 10 minut usilnie rozdziawiałam paszczę pingwina co by mu z brzucha wydobyć kosteczkę lego friendsa pieska. Za jakie grzechy ! Po co mi to było. Mają lego duplo, zresztą nie jedno, to mnie podkusiło kolorowe pisemko z mini klocuszkami. Pingwin by duplo nie połknął. Udało się w końcu wydobyć to, co ten połknął w okrzykach: mamiiii udało ci się ! brawo mami ! nakarmimy pieska? No tak, nakarmimy. Kawa prawie zimna. Bo mini piesek ważniejszy. I udało się łyknąć raz kawę i wtopić zęby w wafelka, kiedy usłyszałam – labirynt gdzie zacząć, tu czy tu. A ta litera to wąż czyli S ? powiedz mi ! popatrz itd. Przecież macie tatę ! Ale tata czyta – usłyszałam. No tak czyta. Już pewnie pół gazety przeczytał. A ja tylko napisy na okładce wyciągając szyje niczym żyrafa po liście z drzewa.

Upupienie mimo, że czasem i bywa przyjemne to też i wkurzające bywa. Bo chciałoby się mieć czasem więcej czasu. Na te pingiwny, klocki i swoją zimną na wpół kawę. Pisałam ostatnio, że nauczyłam się gospodarować i czerpać radość z chwil najzwyklejszych / jeden dzień /  To jednak i ja bym chciała aby ta doba ciut dłużej trwała. Bo jak noce zarywam, na to co tylko dla mnie, to potem zmarchy się robią. Nie mam już 20 kilku lat żeby się pięknie skóra  sama wyprasowała. Na szczęście dobre geny więc się cieszę okrutnie, jak ludzie się mylą, że ja młoda taka. A ja wznoszę się pod niebo, skaczę po obłokach w swej naiwności, słysząc miłe słowa. Bo każdy łapczywy na to co miłe na swój temat. Choćby i prawdą nie zawsze bywało. I choćby się wypierał, to nie uwierzę. Ludzka natura taka. Czemu nie potrafimy się wyłączyć. Na dłużej.

Wyłączyłam się wczoraj na 5 minut. Pomidorówkę zrobiłam taką pyszną. W końcu do niej zasiadłam, to zapomniałam się na momentów kilka. Po których jakby ktoś przeniósł mnie na inną planetę. Niby taką samą ale w krzywym zwierciadle. Skusiłam się na położenie kilku pałeczek – chrupek kukurydzianych bez opieki na stole. Bo podawałam tej mojej najmniejszej Oleńci co by się nimi oblepiła, wsadzając do oka i do nosa. Notabene nie lubię chrupkowego oblepienia. Wokół mnie obraz – jakby przez pokój przez te parę chwil zapomnienia przy pomidorówce, się coś na kształt wielkiej nawałnicy przetoczyło. Moja mądra, taka rezolutna Nela stoi na środku i trze chrupkę o chrupkę. Zadowolona, szczęśliwa, rozpływając się z zachwytu jak pięknie się kruszą. Syn taki już dojrzały, mądry, odpowiedzialny, okręcił się wokół zasłony i dalej się w niej obraca. Tylko żabki na karniszu trzeszczą złowieszczo. Oleńci znudziło się leżeć na tak zwanej macie edukacyjnej i jakimś sposobem, dla mnie nie znanym, przemieściła się na ten dywan chrupkami obsypany. Za jakie grzechy, skoro już raz w tym dniu odkurzałam.. ale zamiast reagować pozwalam i gapię na nich jak głupia. W głowie myśl się kołacze, a ja ją uciszam – daj im jeszcze chwilę, za chwilę wkroczysz. Niech się kręcą, niech zachwycają z okruchów. Potem to zaniknie. Zrobią się nudni i pragmatyczni.

Bo przyznam się, że może i czasem ponarzekam to lubię to moje upupienie. Bo upupienie to moje, nie oznacza to co u Gombrowicza. Że ja potrzebuję opieki. Wręcz przeciwnie. A źle nie mam, mimo, że tyle tego wszystkiego jest wokół. Chciałam tego. Czekałam. I mam.