Niedziela – wieczór. Mieliśmy dziś bardzo fajny dzień. Taki jak lubię, rodzinny. Były zabawy na śniegu, sanki, dużo śmiechu i pozytywnej energii, później był pyszny obiad [ pyszny – tu chwalę mojego męża, bo zwykle to ja gotuję ] i słodki deser z kawą. Chciałam zrobic lekki wesoły wpis na blogu, ale nurtuje mnie jedna sprawa z dnia wczorajszego. I tak sobie myślę, że dużo jest we mnie empatii, może za dużo ? I widze tą sama cechę u mojego 3latka. Wczorajszy dzień pokazał to nad wyraz wyraźnie. A tak się to zaczeło…
w piątek przybłąkał się do nas piesek, szczeniak, maksymalnie 3 miesięczny. Zapewne zgubił się, może go ktoś szuka, ale na wszelki wypadek dostał od nas jedzenie i wodę. Wtedy zauważyliśmy, że jest nieco wychudzony, zmizerowany. Ale nie możemy przygarnąc pieska, skoro mamy już dwa swoje… Nie jestem Wioletta W. Nie mam kojca dla piesków, jestem zagorzałym przeciwnikiem trzymania psa w budzie. Moje pieski mieszkają z nami w domu. Ale wracając do tematu zabłąkanego szczeniaczka – dostał jeśc i pic, bo nie mogliśmy go tak zostawic, nie pozwala nam na to sumienie. Pomimo że od razu rodzi się obawa, żeby się do nas nie przywiązał, żeby nas tylko nie polubił. W piątek była prawie wiosna, więc nie martwiliśmy się , że bidaka zmarznie.
W sobotę rano nasza półroczna psinka oznajmiła głośnym szczekaniem, że ktoś jest pod domem, w ogrodzie. Psina nadal tam była… mieszkamy przy lesie, więc chyba ktos go musiał wyrzucic…aż mam ciary na plecach jak o tym pomyślę, że ludzie mogą być tak okrutni. Najchętniej sama bym takiego człowieka pozostawiła samego w ciemnym lesie bez wody i środków do życia, niech sobie poradzi, a co ! Może to go nauczy rozumu. Mój synek zrozumiał o czym rozmawiamy, jak biegamy nakarmic psinkę, jak odganiamy od niego nasze psiaki bo był nieco wystarszony. Borysek zaalarmował, że piesek będzie nasz, że może nawet mieszkac z nim w pokoju. Oho !

empatia

Czekała nas długa rozmowa z Boryskiem, żeby zrozumiał, że nie możemy przygarnąc pieska, że może ktoś go szuka itd. itp. Zrozumiał, ale nie chciał ustąpic, pytał czy mu zimno, czy ma dom… ech… Nie spodziewałam się, że w 3latku drzemią takie pokłady ematii czyli wrazliwości na innych. Wiem, że uwielbia zwierzęta, ale nie sadziłam, że potrafi tak współczuc, tak się martwic tak szukac wyjścia z sytuacji. I wtedy zrozumiałam, że mój synek to już nie taki bobas, ale dojrzewający emocjonalnie mały chłopczyk z wrażliwą duszyczką. [ oby za bardzo nie wrażliwą bo świat jest zbyt okrutny i wali w mordę każdego, a takie osoby mają najtrudniej ]. A wiecie co jest w Polsce niesłychane ? Jest koniec stycznia, a 2 lekarzy z lecznic do których dzwonilismy w sprawie szczeniaczka nie udzieliło nam pomocy, bo nie mają jeszcze kontraktów… ech.. szkoda gadac. Ale udało nam się skontaktowac ze schroniskiem i wójtem pomimo soboty bo wójt musi wydac zlecenie na zabranie pieska z terenu wiejskiego [ bo w takowym mieszkamy ] do schroniska. Przybyła do nas młoda dziewczyna z kierowcą, przytuliła psinkę, od razu zauważyła zaawansowana przepuklinę… widac było od razu, że kocha pieski i się należycie nim zaopiekuje.
Dziś zastanawiam się co będzie nadal z pieskiem, czy czeka go operacja, czy przeżyje… nie poruszamy z mężem na głos tego tematu aby Borysek sobie nie przypomniał, choc rano wspominał jeszcze pieska.
Zawiesiliśmy kilka ogłoszeń wraz ze zdjęciem pieska, które zrobiliśmy jak pożerał [ bo nie jadł tylko pożerał ] mięso z kaszą, ale myślę, że nikt się nie zgłosi po szczeniaczka z ciasno przywiązanym czerwonym sznurkiem cos w rodzaju obroży na szyji.
Dwie nauki wyniosłam w każdym razie z dnia wczorajszego, i jestem dumna z mojego synka. Przejawił dużą empatie wobec zagubionej psinki, wczuł się w rolę, nawet był rozgoryczony pojawieniem się obcych ludzi po bidake, która do nas się przytuliła, a której nie mogliśmy zapewnic dachu nad głową.

Byliście kiedykolwiek w schronisku dla psów ? Ja jakoś nie mam odwagi…