Mam mało czasu ostatnio. Ale właściwe nigdy go nie miałam za dużo. Praca – dom i tak w kółko. Teraz nie jeżdżę do pracy, swój rosnący mega brzuch sobie hoduję. Dbam o niego jak potrafię. Ale oprócz niego dwójka maluchów w domu, połówkowa córka u nas na wakacjach, dwa psy z tego jeden staruszek. To  z nim sobie nie radzę. Podsikiwać nam zaczął. Niecierpię tego, ale co zrobić mogę. Biorę ręcznik papierowy, mopa, jakąś szmatę i sprzątam. Jest jeszcze kot. Który budzi mnie o świcie. Zawsze o tej samej porze – o 4 nad ranem. Skacze mi na głowę. Strącam go w nerwach i gonię. On ucieka. Chcę go do ogrodu wypuścić, a on sprytnie czmycha i już stoi przy swojej miseczce i czeka. No to wrzucam mu kilka chrupek kocich, trochę mleka i czekam. Potem go wypuszczam, niech się wybiega, niech pobiega kocimi, swoimi ścieżkami. Jest i mąż. Głowa rodziny. Ostatnio przejmuje część moich obowiązków, z racji mojego stanu. Oprócz tego jeździ jak zwykle do pracy. Taki zwykły, ale dla mnie niezwykły człowiek.

Trochę poleguję. Lekarz mi nakazał. Zresztą czuję też, że muszę. Ostatnie 2 tygodnie ciąży przede mną. A ja nie lubię zwalniać tempa mojego życia. Więc przyjmuje czasem dodatkowe zlecenia. Uwielbiam je. Uczą mnie zawsze czegoś nowego. Choć być może nie powinnam. Bo swój czas przez to tracę. Nie na zabawę z dziećmi, zajmowanie się non stop tylko nimi. Zatracam się czasem w tych swoich obowiązkach, które mogłabym odrzucić. Bo przecież nie muszę. Kult macierzyństwa przez to nie do końca jest zgodny z tym co ja mam w domu. Ale czy to właśnie nie jest normalne ? Że jest coś obok nich, moich maluchów. Że nie wszystko się wokół nich, każdego dnia kręcić musi. Zajęta mama, zajęty tata i oni.

Chciałam wspomnieć o aplikacji na telefon, o Instagramie. Bardzo lubię tam zaglądać. Wszystko takie poukładane. Uśmiechnięte, czyste dzieci. Domy takie posprzątane. Wszystko też dopięte na ostatni guzik. I ten kult macierzyństwa się wiele razy powtarza. Tak cudownie, cukierkowo. Idealnie.  I myśl mnie wtedy nachodzi – czy ja jestem inna? Czy jestem nienormalna ? Czemu u mnie nie zawsze tak bywa. Nie zawsze tak idealnie, jak na tych obrazkach. Szybko też i pojawia się odpowiedź. Każdy pokazuje przecież tylko mały skrawek. Tego co chce, aby zostało przez świat dostrzeżone. Nie ma ideałów. Cudownie grzecznych dzieci, które pozują swoim rodzicom od rana, pięknie przyodziani, idealnie wpasowujący się w stylistykę danego zdjęcia. Taki świat nie istnieje.

W mediach w ostatnich latach powstał kult macierzyństwa. Negowanie wszystkiego co inne, co zwykłe. Młoda mama wykąpana, dopieszczona, w oryginalnym ubraniu za minimum 500 zł, krząta się od świtu w kuchni. Przygotowuje idealnie zdrowy posiłek dla całej swej rodziny. Najmłodsze dziecię dopiero urodzone w chuście, przy jej piersi uczepione. Wszyscy radośnie siadają do śniadania. Wypoczęci i wyspani. Zero telewizji, tabletów, telefonów. Każdy gloryfikuje chwilę. Nikt nie krzyczy, nie miota się. Uśmiech jest tu numerem jeden. Po śniadaniu często czas na spacer, w idealnej pogodzie, idealnym nastroju. Dzieci idą równiutko, jakby ktoś je poustawiał. Nie krzyczą na siebie, nie popychają. Rodzice uszczęśliwieni człapią krok za nimi. I tak dzień im upływa, w błogim nastroju…..

Czy takie życie jest prawdą ? Gdzie jest czas na normalność. Gdzie wszystkie emocje ? Co z matkami, które swoich maleństw nie karmią naturalnie. Hejt od świata zaraz je czeka. Co z matkami, które nie mają za co przygotować co dzień odświętnego śniadania. Co z matkami, które pracują od świtu. Nie mają idealnych strojów. Niewyspane wałęsają się w spranym już kilkuletnim dresie. Byle by się do takiej nie odezwać bo zawarczy od razu. Ale czy to nie jest właśnie normalne ? Czy to nie jest nasze życie ? Nie utkane z różowych landrynek, ale przepasane starym i spłowiałym dresem. Szara, nieraz nudna rzeczywistość.

Kult macierzyństwa tak w nas ostatnio wpajany, przecież nie istnieje. Rzeczywistość budujemy my sami. Nie możemy zatracać się w ideałach. Bo to rodzi bunt i niechęć. Że takie nie jesteśmy na co dzień. Nie malujemy się zaraz po przebudzeniu, wylewając na siebie flakon drogich perfum. Zapach tworzymy sami. Tym czym jesteśmy. Nieważne, ze w starym i  spranym ubraniu. Ważne, jest to co wokół ze sobą wnieść zechcemy. Jaki rodzaj cegiełki dołożymy dnia każdego. Czasem niewyspane, a nawet dość często, dopijamy kolejny łyk zimnej kawy.

I czy każda z nas – kobiet, tą matką być musi ? Czy możemy w pojedynkę lub we dwójkę tylko życie swe układać. Czemu inni nas pytają, kiedy spodziewamy się powiększenia rodziny. Może jej nie chcemy, nie potrzebujemy, a może nie jest nam to dane. Kult za kultem się narodził. O doskonałości, o rodzinie szczęśliwej. Gdzie miejsce na normalność. Na układanie po swojemu. Nie dajmy się stłamsić. Wmówić o tym co niemożliwe. My jesteśmy ważne, do nas świat należy. My układamy i tworzymy to co ważne. Oryginalność też jest przecież ważna. Nie ma ludzi idealnych, są tylko o to się starający. Możemy dążyć do doskonałości, byle się w tym nie zatracić. Bo naprawdę jest fajnie włożyć czasem stary dres, powłóczyć nogami po domu, być sobą, tylko tak dla siebie….