często słyszę słowa:
podziwiam cię,
jedno, dwa to rozumiem, ale trzy ?
jak ty sobie dajesz radę !
masz czas dla siebie ?
…… itd.
zawsze w takich momentach nachodzi mnie myśli – o co mu / jej chodzi do cholery ?! Czy trójka to tak dużo ? Moja teściowa miała siódemkę ! Tu jest nad czym przystanąć, pomyśleć i złożyć pokłony. Ale ja ? Nic wielkiego przecież. To prawda, mam mało czasu, mało go dla siebie. Bo trójka zwłaszcza w tym wieku maluszków, to nie przelewki. Są dni kiedy krzyczę cała sobą. Bo dwójka się szamota, a to najmniejsze zaczyna płakać w drugim pokoju. I co robić ? Tamtych rozdzielać czy biec do najmłodszej. Oczywiście kruszynka zwycięża. Bo tamci i biją się i tulą jednocześnie. Przewracają się i przytulają. Raczej krzywdy sobie nie zrobią. Dużo hałasu ale niegroźnego. W ostateczności, odprowadzam każde do swojego pokoju, proponuję klocki, układanki, książeczki, zabawki, kredki lub co tam znajdę pod ręką. Zazwyczaj działa. Wtedy chwila dla mnie i maluszka. Rozkładam się wygodnie w salonie na narożniku, obwijam się cebuszką, która doskonale mi służy, biorę aktualnie 7 tygodniowe dziecię i przystawiam do piersi na spokojnie. Bez wrzawy, bez krzyków. Tylko w ciszy. Tak jak być powinno. Nie trwa to błogie lenistwo za długie, ale na czas karmienia wystarczy. Owszem trudne momenty bywają. Męża nieraz w domu nie ma jak potrzeba, bo pracuje w systemie 12 godzinnym. Wczoraj mój synek miał zaproszenie na imprezę urodzinową do kolegi. A tu deszcz z nieba leje. Musiałam go wyszykować, prezent spakować, koszule wyprasować. Potem moją tą średnią ubrać cieplutko i na końcu maluszka w tulistwora zapakować i czapeczkę założyć za czym średnio ona przepada. Zapakować wszystkich do auta. Wsadziłam Borysia, Nelcię, deszcz mi kapał na głowę nieustannie, bo auto jak na złość tego dnia w garażu nie stało. Potem okazało się, ze klucze do domu gdzieś przepadły… no to biegiem po domu, w każdy kąt pozaglądać gdzie wcześniej przebywałam. Są, znalazłam, więc połowa sukcesu. Psina chce do domu, łapy jej w pośpiechu wycierałam jeszcze. Oleńkę moja maleńką do fotelika opatuloną załadowałam. Zataszczyłam. I pojechałam. Na moje szczęście mój synek już 5 letni, nie kazał się na 4 piętro odprowadzać tylko sam dumny w uśmiechu z prezentem w ręku pomaszerował. W drodze powrotnej dziewczynki spały. Wzięłam 2 latkę – zataszczyłam moje 12 kilo do domu, do jej pokoju, do łóżeczka. Biegiem po następną. I potem nastała cisza. A ja zgłupiałam. Co teraz… milion rzeczy do zrobienia, a ja siadłam w fotelu pod oknem i zaparzyłam się w ten deszcz. Jak skapuje na trawę, jak spływa po domku dzieci, który w ogrodzie tego lata stanął. Patrzyłam na brzozy, na ich gałęzie przez wiatr targane. I tak pomyślałam – dobrze mi… Nie złości mnie, ze nie mam tego czasu więcej, że teraz nie mam kiedy poczytać, czy oddać się lenistwu. Odpoczywałam lat wiele, długo czekałam na tą całą trójkę. Teraz nadszedł moment, że ja dla nich, a bardziej bym określiła, ze oni dla mnie. Bo świat tak został dla mnie skonstruowany, że ja już dużo przeżyłam i widziałam sporo, a teraz mam moment kiedy nacieszyć się mogę tym co dla mnie teraz najważniejsze.


często tu przesiaduję, wpatrując się w odlatujące balony. Odlatujące jak nasze chwile, które warto ubarwiać, zapamiętać i uwiecznić w pamięci

naklejki na ścianę

naklejki na ścianę

po co mi tyle dzieci

po co mi tyle dzieci

kocyk dziecięcy turlu tutu

pokój dziecka

naklejki na ścianę 

– współpraca z   naklejki na ścianę

doskonałe nie tylko do kącika maluszka, ale do urozmaicenia każdego kąta w domu. Banalnie proste do przyklejenia w wybranym miejscu dzięki folii transparentnej, w bardzo dużej gamie kolorystycznej do wyboru.


 kocyk – turlu tutu

ochraniacz do łóżeczka – cebababy