warto pomagać, taką myślę się kieruję. Brnę przez życie, zwracając uwagę często na błahostki. Bo my kobiety tak już mamy. Patrzymy na to co małe, co niedostrzegalne. Czasem przeobrażamy małą duperele w coś wielkiego, a czasem pomijamy z uśmiechem. Wybieramy coś cokolwiek spośród milionów i celebrujemy ją, chwalimy. To miłe, to wzmacnia. Pozwala też poczuć się lepszym. Takim jak chcemy aby nas postrzegano. Bo to my kreujemy swój wizerunek, nacisk kładziemy na to co dla nas istotne.

Mały uczynek, taki drobny, a uśmiech powoduje. Jak w tym filmie.

Sytuacja w sklepie. Kobieta sięgała po butelkę soku malinowego. Patrzę z daleka, a na nią lecą te butelki szklane. Nikt jej nie pomaga, choć wokół mnóstwo ludzi. Co ich to obchodzi. Jeszcze coś spadnie, zbije się i płacić trzeba będzie. Nawet pan z obsługi przeszedł z obojętną miną. To pędzę z koszykiem, a w koszyku moje rozgadane dziecię. Biegnę aby sobie głowy nie porozbijała zanadto. Pomogłam poustawiać… ładny gest z mojej strony. Ładny byłby i może nie śmieszny. Ale kobiecina rzuciła we mnie wszystkim co miała czyli tymi szklanymi sokami malinowymi i się na metr odsunęła. I one tak na mnie spadać zaczęły. Bajka, poradziłam sobie. Ja do pomocy się przymierzam, a tu trach sama zostaje potrzebującym.

Bo wiele jest takich momentów, że możemy pomóc. Nie ważne czy to drobnostka, czy duży hojny gest. Czasem to my możemy się znaleźć z tej drugiej strony. Być potrzebującym i wołać o pomoc. Dlatego tak myślę, że czasem warto pomagać. Bo to co dobre wraca, karma wraca.

Wypada wkrótce zmierzyć się jak co roku z PITem. Nie jest to duży problem. Dla tych co nie są przekonani, że to nic trudnego podsyłam do wpisu mojego sprzed roku / KLIK TU  i dla blogerów TU / Od kilku lat mamy możliwość przekazać nasz 1% na dobry cel. Dużo osób to zaniedbuje. Mówią, a co mnie to taki 1 % to tylko kilka zł. Ale to kilka zł może komuś pomóc. Od dawna przekazujemy z mężem nasz 1% dla zaprzyjaźnionej rodziny, którzy zmagają się z chorobą synka , z mukowiscydozą.

Małymi gestami zbudujemy bańkę szczęśliwości wokół siebie. Drobnymi uczynkami świat zwojujemy. Warto pomagać, zawsze tak będę twierdziła. Tyle, że czasem nie wszystko ma sens, ma podstawy i ku dobru tych co najbardziej potrzebują jest skierowane. Pracuję w banku, od lat wielu. Powinnam stale sprawdzać raporty z rejestru przelewów i to robię. I mimo upływu czasu pewne sprawy mnie zastanawiają. Jest fundacja – L.V. z łacińskiego światło prawdy. No światło to nie byle jakie. Połowa starszych osób na tą fundację łoży. Nie skąpi grosza, sobie samemu nie raz odejmując. Szkoda, bo ja nie z tych naiwnych i w nie każdą fundacje uwierzę. Nie w taką, która ocieka złotem, lata prywatnym helikopterem… Każdy robi co uważa za słuszne, nie neguję, ale coś w tym jest, że mnie skręca za każdym razem. Widzę starowinkę  co za tysiąc zł żyje, wnukowi pomoże, nie szczędzi dobrego słowa, taka dobroć o laseczce chodząca .. i na w/w fundację grosza nie skąpi. Ja się pytam gdzie sen, gdzie logika. Ale ja tego nie zmienię, ciekawe czy ktoś to zdoła. Aby oczy otworzyć. Aby ten człowiek zrozumiał. Że można trochę inaczej, że warto pomagać, ale by dobremu służyło. Owszem, dostanie za miesiąc listowne podziękowanie. List w cenie koperty i znaczka i kilka słów przez sekretariat Fundacji dla ogółu naskrobane. Widziałam setki razy jaka to radość u osób starszych powoduje. Że „x” pamiętał, osobiście się podpisał. Tak podpisał się raz, a potem poszło w ruch ksero dla tysięcy fundatorów.

Ale nie mnie to oceniać. Bo mnie nie zbałamucą. Tylko taka mnie złość wzięła po raz kolejny, że opisać to chciałam. Bo ja kieruję się słowem, że warto pomagać, byle z rozwagą, mądrze.

i takie nasze zdjecia, 15 km od domu zrobione, które nastrajają mnie pozytywnie

bieszczady

 

warto pomagać

 

warto pomagać

 


jeśli mój blog, przypadł Ci do gustu – zapisz się na listę mailingową lub dołącz do mnie na facebooku – dzięki temu będziesz na bieżąco 

pozdrawiam  — asia — wkawiarence.pl